20 maj 2012

W cieniu zakwitających ziół

Nasiona, ziemia, trochę słońca i woda. Tyle wystarczy, aby wzbogacić Wasze sałatki o własne ziołowe nowalijki! Zioła na moim oknie już rosną i to z szybkością pędzącego ferrari. Rukola, roszponka, bazylia, tymianek... Nie mogę się doczekać, kiedy będą gotowe!

                                                                                                                                                 





Na szybko przekazuję Wam również moje ostatnie odkrycie, które jest odkryciem dość wstydliwym (bo serialowym), ale co tam, dawno już pogodziłam się z faktem, że stałam się nie wiadomo kiedy i jak, miłośniczką włoskich niedorzecznych seriali, czego chyba czas zacząć się obawiać... Ale powoli..
Comunque, jestem po uszy zakochana w parze Montalbano - Augello z nowej serii o znanym włoskim komisarzu z Sycylii.

Dla zachęty fragment :

Montalbano-Augello


Życzę Wam wyjątkowo ciepłego maja i uciekam do Neapolu...




6 mar 2012

Polski obiad na włoską nutę


Na nadchodzącą wiosnę i nowy tydzień połączyłam polskość z włoskością
Przygotowałam "dawny", polski zestaw obiadowy, który słodko przypomniał dzieciństwo. 
Pomidorowa z ryżem i pietruszką, schabowy z ziemniakami, kiszona kapustka z marchewką, do tego kompot. Ponieważ jestem ciastojadem, na deser był biszkopt z jabłkami. 

Pamiętacie? Takie zestawy jadało się niechlujnie, żeby przyspieszyć wyjście na podwórko. Pomimo, ze w weekend byłam na wyśmienitej toskańskiej kolacji, ten polski zestaw jak nic rozczulił mnie i potraktowałam go jak odkopany skarb, spożywając w skupieniu.
Żeby jednak od tej polskości nie zakręciło się w głowie, w międzyczasie rozsmakowałam się we włoskiej piosence lat 30-tych. Posłuchajcie:

 Lia Origoni, Un'ora sola ti vorrei, 1938.




Piosenka  śpiewana przez Delię Lodi z 1938 roku  Non sei piu' la mia bambina:


Meme Bianchi Sola in una notte di tormento, rok 1935:



I trochę nowsza z 1977 roku: Alan Sorrenti Figli delle stelle:




Biszkopt z jabłkami*
4 jajka
1 szklanka mąki
1 szklanka cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 jabłka
masło i bułka tarta do natłuszczenia i wysypania tortownicy
cukier puder

Jabłka obierz, usuń gniazda nasienne i pokrój w ósemki. Białka ubij z cukrem na sztywną pianę, dosyp proszek do pieczenia, a na koniec dodawaj kolejno po 1 żółtku, cały czas miksując. Następnie dodaj przesianą mąkę i delikatnie wymieszaj (łyżką?). Przełóż ciasto do wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą tortownicy. Na wierzchu rozłóż jabłka, blachę wstaw do piekarnika rozgrzanego do 170 st. C i piecz 50-60 minut, aż ciasto urośnie i będzie miało złocisty kolor, a patyczek wkłuty w ciasto po wyjęciu będzie suchy. Wystudź i przed podaniem posyp cukrem pudrem.
 
 
 
*przepis pochodzi z Palce Lizać nr 60

24 sty 2012

Piekielny raj: Neapol



Z góry odradzam podróż do Neapolu. To miasto tłoczne na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka. Miasto zupełnie chaotyczne, i na 2-3 dniowe odwiedziny zupełnie odpychające.

To też miasto piekielnie interesujące i dzikie, które wciąga i uzależnia, jeśli pobędzie się w nim dłużej. Najlepiej w nim zamieszkać. Jest to jedno z niewielu miejsc, z którymi tworzy się więź silną i wręcz mistyczną, choć nie pozbawioną frustracji i smutku.

Mimo ogromnych różnic, miasto to bardzo podobne jest do Warszawy: wymagające i ciężkie do pokochania. Potrafi jednak sprawić, że gdziekolwiek indziej znajdziemy się na świecie, czy to będzie Rzym, Wenecja, Paryż czy Nowy Jork, odczuwać będziemy napolitudine*, jak pisał neapolitański pisarz, Erri de Luca.


Przemyślaną i dłuższą podróż do Neapolu uznajcie proszę za podróż niezbędną.
Ja wybiorę się tam ponownie.



*Napolitudine to kontaminacja słowa Napoli i solitudine (samotność)



2 sty 2012

Włoski high na Nowy Rok!



Przy starej, dobrej Tessie - nazywam tak makaron z tuńczykiem i pietruszką, o którym pisałam tu - zaczęły nęcić mnie wizje nadchodzącego roku, w którym dysponujemy jakąś nową pulą uczuć, i w którym liczba namiętności i frustracji jest jeszcze nieobliczona. 

Nowy rok jawi się zawsze jako intrygujący, obfitujący w nowe, zawodowe i osobiste wyzwania i pełen życzliwszych, mądrzejszych osób wokół nas. Zamiast wyrzutów sumienia i trzaskania się po twarzy przed lustrem, po prostu serotoninowy high! A potem i tak zaczniemy zabawę w codzienne, ludzkie psychotricki i do 2013!

Właściwie chciałam obyć się bez postanowień, ale co tam:

po pierwsze:
- znajdę w sieci dobry, włoski serial, z którym stracę czas przeznaczony na pisanie artykułów i pracy i na robienie innych, ważnych rzeczy,

- będę więcej czasu poświęcać na robienie tych ważnych rzeczy, czyli w końcu wyślę na czas papiery na stypendium weneckie,

- kiedy już nie będę robić ważnych rzeczy, będę robić z dni landrynki, podczytywać głupoty o Włoszech i objadać się niekoniecznie wyszukanymi daniami,

- w daniach nieodzownie szukać będę prostoty, w sobie też, a w innych ją cenić,

- ale na początku po prostu wyrzucę swoje myśli i pomyślę te nowe...

Tymczasem skoro zajadam makaron Tessy, przywołam na koniec jej zdanie, które wyczytałam w wywiadzie przeprowadzonym przez Agnieszkę Drotkiewicz w jej książce: Jeszcze dzisiaj nie usiadłam. 
Może i ono być zaczątkiem postanowień noworocznych.

Staram się nauczyć liczyć swoje dni: zamykam okno na przeszłość, bo ona już nie istnieje. Zamykam okno na przyszłość, bo jeszcze jej nie ma. I otwieram szeroko okno na teraźniejszość. Codziennie.

26 lis 2011

Ti amo...non ti amo più/dziś nie będzie o miłości


Dziś robiłam wszystkie rzeczy, które stworzone są po to, by czynić przyjemność...
...zrobił się z tego dzień-landrynka, który po chwili zaczął pachnieć syntetyczną truskawką.
Dlatego postanowiłam zrobić kolejną przyjemną czynność: wieczorne zakupy w postaci włoskich win: chiantich i brunellów, które wprowadziły lekką cierpkość.

Dziś też wpadł mi w ręce ciekawy spot.
To już zostało udowodnione: wybitni reżyserowie kręcą dobre reklamy. Był i Federico Fellinii, Luc Besson, David Fincher, Wong Kar-Wai, David Lynch i zdaje się Polański. Blamaż? Nic podobnego! Bardziej zabawa krótką formą, która siłą rzeczy trafia do szerszego odbiorcy. 

Wspomniany spot wyreżyserowany został przez Franceskę Comencini z okazji międzynarodowego dnia przeciwko przemocy wobec kobiet. Siostry Comencini są we Włoszech czymś, czym siostry Brontë  były w XIX-wiecznej Anglii. Francesca nakręciła m. in. Piano forte i A casa nostra, jej siostra Cristinia Comencini  wyreżyserowała La besia del cuore.

Spot ten pokazuje kobiety, które wypowiadają znane włoskie Ti amo. Różne stany ducha i proste słowa. Sami oceńcie.
Od siebie dodam tylko, że szkoda, że tutaj ti amo ma z miłością niewiele wspólnego.






7 lis 2011

Dolce far (quasi) niente


Jesień piękną mamy tego roku. Wychodzimy, szuramy butami, brodzimy w liściach (kto przetłumaczyłby to na włoski?:), spotykamy się ze znajomymi na gorącą czekoladę lub zimne, wieczorne piwo, gotujemy potrawy z grzybów i dyni i robimy zapasy na nadchodzącą zimę. Kiedy zima już do nas zawita, częściej będziemy krzątać się po czterech kątach w poszukiwaniu zajęcia, pozwalając sobie często na słodkie nieróbstwo. Aby chwile te nie zostały zupełnie stracone, pomyślałam, że moglibyśmy poświęcić  je włoskiemu. Ja tak zrobię, a Wy? Proponuję kilka stron.



To świetny blog kulinarny prowadzony przez dwie włoskie siostry, które od dziecka zakochane są w ciastach, piecykach i patelniach. Styl prosty i ironiczny, dodatkowo posty podróżnicze. Zarażają chęcią przebywania w kuchni!


Włoskie powieści i bajki często towarzyszą mi jako tło do wykonywania codziennych czynności. O ile przyjemniej sprząta się słuchając La casa in collina Pavese.
Wystarczy, że klikniecie na Ascolta i ściągniecie plik audio.



Krótkie newsy z Półwyspu Apenińskiego, z podanymi tłumaczeniami słówek.



Tylko musica italiana! i tylko dla spragnionych mocnych wrażeń. Miło, ale niestety, ja nie wytrzymuję więcej niż 30 minut.



Kto chce odświeżyć klasykę? Filmy Felliniego. On line i gratis z obowiązkowymi reklamami na początku.



Dwie strony dla miłośników włoskich plotek.



Na koniec krótkie artykuły o wszystkim, co włoskie, od kuchni poczynając, poprzez sztukę, literaturę, film...
Sama piszę, polecam!

Serdeczności i miłego nicnierobienia!